Egoistyczny baner

POWRÓT DO DOMU

Diabeł Tryka#

Było to dawno temu, w czasach kiedy nie było jeszcze ani Starego ani Nowego Jasińca. Był po prostu Jasiniec po niemiecku nazywany ‘Jaszinicem’. W zamku, którego ruiny stoją do dzisiaj nad Jeziorem Zamkowym, urzędowali mnisi-rycerze z Malborka. Płaszcze nosili białe ze znakiem krzyża ale serca mieli czarne. Nieśli śmierć i siali postrach na polsko-krzyżackim pograniczu. Łupili kupców podróżujących traktem z Koronowa do Serocka i dalej. Wyzyskiwali miejscową ludność, nakładając niesprawiedliwe daniny. Karali ogniem i mieczem wszystkich pragnących powrotu tych ziem do Polskiej Korony. Jawnie piekło sprzymierzyło się z Krzyżakami a w Jasińcu urzędował nawet czartowski ambasador, diabeł Tryka. Mieszkał niedaleko osady w Czarcim Lesie, na Czarciej Polanie, przy Czarcim Głazie. Las niczym się nie wyróżniał, polana wyglądała normalnie a głaz był niepozorny. Jednak to tam odbywały się po nocach czarcie swawole i tam zawierano z piekłem pakty podpisując krwią cyrografy.

Kamień Diabła Tryki

Wraz z Krzyżakami pojawiło się na tej ziemi wielu przybyszów, łasych na cudze, którzy za garść złota, albo dla płochej sławy gotowi byli na wszystko. Złe dusze, nieuczciwi ludzie. Tryka był ambitnym urzędnikiem i zagarniał wszystkich, którzy tylko wpadali w jego sidła. Jednak z czasem zaczął robić wyjątki.

Kiedy diabeł okrzepł na swojej posadzie, często wędrował po okolicy. Zakątek był piękny – cieniste bory pełne zwierzyny, czyste i rybne jeziora i rzeczki, rozległe pola uprawiane pracowicie przez miejscowy lud. Zwłaszcza ci ludzie go ciekawili i nawet przypadli Tryce do serca. Pić miód w karczmie pili, między sobą się czasem kłócili ale do zła jakoś nie lgnęli. Wywijali się z jego pułapek jak piskorze. Lubił sobie z nimi pożartować i przekomarzać się czasem ale dusz z tego dla piekła nie było wiele. Szczerze mówiąc Tryka się nie bardzo do tego przykładał. Sam nie wiedział dlaczego. Wkrótce jednak, za sprawą modlitw malborskich mnichów, z piekła zaczęły do Jasińca napływać połajanki o to, że niezbyt sumiennie diabeł zwodzi i niszczy miejscowych. Tryka pomarkotniał z tego powodu i często go widywano w karczmie w przebraniu krzyżackiego pisarczyka. Związany był klątwą z czarcim kamieniem a przysięgami posłuszeństwa z władcami piekła. Czart miał drzazgę w sercu.

Pewnej księżycowej nocy stanął u czarciego kamienia młody niemiecki chłopek, który przybył niedawno ze Szwabii. Zajął gospodarstwo po zabitym gospodarzu. Tryka trochę znał zabitego, rozmawiał z nim raz w karczmie o rolnictwie. Teraz jego żona i dzieci byli parobkami u przybysza. Młodzian zawezwał Trykę ciemnymi czarami i w zamian za swoją duszę życzył sobie, żeby nowo nabyty majątek podwajał się w jego rękach co trzy lata bez żadnego wysiłku i żeby pokochała go śliczna córka zabitego. Tryka spisał odpowiedni cyrograf ale kiedy ostatni raz przebiegł wzrokiem litery, to jakby się nagle zaciął i coś w nim się zepsuło. Nagle poczerwieniał na swym włochatym pysku i podarł na strzępy cyrograf. Zadziwionego młodziana, tak od serca, kopnął porządnie w dupę. Na koniec rozpędził się i tryknął swym zakutym łbem w Czarci Kamień. Głaz do połowy zapadł się w ziemię i popękał. Z jego szczelin uleciała i wsiąkła w ziemię jak czarny dym jego przeklęta moc. Tryka odetchnął z wyraźną ulgą, chwilę jeszcze popatrzył na kamień a potem pognał w głąb najgłębszego lasu. Był wolny. Podobno widywano go czasem w okolicach Jasińca. Czarci kamień przestał być już "Czarcim kamienmiem", ludzie znaleźli dla niego inną nazwę: "Stara Ryba". A to z tej przyczyny, że długo jeszcze to miejsce cuchnęło spalenizną. Zwłaszcza podczas letniego przesilenia.