Egoistyczny baner

POWRÓT DO DOMU

Wodnik

Baba Jędza mieszkała na skraju Przeklętego Lasu. Wszyscy się jej bali tak bardzo, że nikt nie śmiał jej niepokoić. Robiła różne niezrozumiałe rzeczy, jednak nie rozmawiano o tym głośno, co najwyżej ze strachem szeptano po kuchniach. Nikt nie znał jej wieku ani pochodzenia. Najstarsi mieszkańcy wsi mówili, że była już stara, kiedy oni byli mali.

Dziwne konszachty miały z nią niektóre kobiety ze wsi. Czasem widywano kobiece cienie przemykające w kierunku jej chaty po zmroku. Nikt niczego pewnego nie wiedział o tych wizytach. Co by jednak nie miało to znaczyć, to jednak dziwne było to, że kobiety, które od dawna nie mogły doczekać się dzieci, nagle miały je bez brzemienności. Tak właśnie było z Rozalką, córeczką kowala. Pojawiła się bez zapowiedzi i od razu skradła serca swoich rodziców. Kowal był pogodny i młotem wreszcie machał lekko a kowalowa promieniała jak słońce. Dziewczynka rosła wesoła i rezolutna.I wszystko mogło być pięknie i dobrze, gdyby w Przeklętym Lesie nie mieszkał Wodnik.

Wodnik – zwodnik – zła przewodnik

W środku lasu ze swego bagna snuł nici złych czarów i szkodził podróżnym. Kto albo z konieczności, albo niewiedzy, albo też z lekkomyślności wkroczył na prowadzące przez las ścieżki, był w jego mocy. Bywało, że nie działo się nic – przeprawa przez las okazywała się łatwa i przyjemna: ptaki śpiewały a drzewa szumiały. Ale bywało i zgoła inaczej: ten kto wszedł do lasu w złą godzinę błąkał się całymi godzinami zanim udało mu się w końcu, pół żywo, z niego wydostać. W każdym pokoleniu byli tacy nieszczęśnicy, którzy zetknięcie z Wodnikiem przypłacili życiem. Podtrzymywało to złą sławę Przeklętego Lasu i nienawiść do zaczajonego w nim potwora.

Nieraz zastanawiano się jak Baba Jędza i Wodnik żyjąc tak blisko siebie dotąd się nie pozabijali. Przewidywano, że prędzej czy później wezmą się za łby i przynajmniej jednej poczwary będzie mniej w okolicy.

Stało się pewnej wiosny, że Rozalka, córka kowala zaginęła. Cała wieś jej szukała i naleziono ją dopiero pod wieczór w bagnie, w Przeklętym Lesie. Unosiła się na wodzie wśród nenufarów. Ona i jej ulubiona szmaciana lalka były równie martwe.

Radość i nadzieja rodziców upadły. Odtąd kowalowa bez przerwy tylko płakała a kowal strzelał kłykciami palców zaciskając pięści.

Na koniec zdesperowany poszedł do Baby Jędzy, zaklinać ją żeby ta pomogła mu się zemścić jeżeli nie potrafi jej ożywić.

To co później się stało nie jest zupełnie jasne. Kowal opowiadał, że Baba Jędza wstała i rzekła „ A zatem to tak …” Wzięła ze stołu nóż i wbiła go sobie w serce. Zanim kowal się spostrzegł padła martwa na ziemię. Krew która z niej wypłynęła nie wsiąkła jednak w ziemię. Jak kłąbowisko żmij czerwone strumyki poczęły pełznąć w stronę moczarów. Kowal poszedł ich śladem. Skoro tylko krew dopełzła do celu wymieszała się z wodą bagna. Topiel w jednej chwili gwałtownie zakipiała i buchnęła parą. Po lesie poniósł się niemożliwy do wytrzymania ryk gotującego się żywcem wodnika. Zaszokowani wydarzeniami ludzie poczuli jednak ulgę. bo w jednym dniu z lasu zniknęły dwa potwory.

Las od tego dnia się odmienił i nikt już w nim nie zgubił drogi.

Bagno obeschło i pamiątką po nim jest już tylko trawiasta, niezalesiona niecka, przy której leży kamień. Ten kamień ustawił tam Kowal dla pamięci o swojej córce, ale też przecież i dla pamięci o Babie Jędzy i nawet o Wodniku i całej tej smutnej sprawie, którą zapomniał czas.