Otto Knop, Sagen und Erzahlungen aus der Provinz Posen, Posen 1893, ss. 272-283, Rozdział LXV - Kamienie
1. Kamień pod Bagdadem.
Na polach folwarku Bagdad pod Wyrzyskiem [Bagdad bei Wirsitz], na dość wysokim wzgórzu, leży wielki kamień o czerwonawej barwie; kształtem przypomina płytę nagrobną, ma około trzech metrów długości, dwa metry szerokości u podstawy i ponad metr wysokości. W dawnych czasach wzgórze to miało być porośnięte lasem iglastym, który ciągnął się daleko. W lesie tym było mnóstwo poziomek. Pewnej niedzieli matka wybrała się ze swoją jedyną córką do lasu, by je zbierać; rozdzieliły się, i córka wkrótce dotarła do miejsca, gdzie dziś leży kamień, matka zaś szła w przeciwnym kierunku coraz dalej i zabłądziła, tak że nie mogła już odnaleźć córki. Wtedy zawołała pełna gniewu: „Skoro nie przychodzisz, bodajbyś się w kamień obróciła!”. I natychmiast córka zamieniła się w ów kamień, który leży tam na wzgórzu i którego, jak twierdzą ludzie, nie da się rozbić.
[Przekazał uczeń seminarium Birzynski z Konstantynowa.]
2. Zaklęty zamek pod Białośliwiem [Schloss bei Weissenhohe]
W tak zwanym ogrodzie pańskim w Białośliwiu znajduje się wielki kamień. Leży on między czterema wysokimi włoskimi topolami u podnóża góry. U dołu góry przepływa potok, odpływ stawu leżącego na wzgórzu. Kamień ma zapewne ponad 12 stóp długości i około 8 stóp szerokości; na jego szczycie znajduje się platforma o powierzchni około 6 stóp kwadratowych. W platformie tej wykuto wielką dziurę, próbowano bowiem wysadzić kamień, co się jednak nie powiodło. Według ludowych podań kamień ten jest zaklętym zamkiem, który niegdyś z winy dziedziców został zamieniony w głaz. Tylko w noc sylwestrową mieszkańcom zaklętego zamku wolno zaczerpnąć świeżego powietrza; biada jednak temu, kto tej nocy zbliży się do zamczyska! Zostanie bez litości wciągnięty do środka. Czas czerpania powietrza trwa jednak tylko od godziny 12 do 1.
Pewnego razu bardzo źle powiodło się pewnej praczce, gdy o tej porze z ciekawości poszła nad potok, by płukać bieliznę. Wdała się w rozmowę z jednym ze służących zamkowych, przegapiła godzinę i tak dalece pogrążyła się w rozmowie, w którą została wciągnięta, że na czas zwróciła uwagę dopiero wtedy, gdy niewidzialna ręka wymierzyła jej siarczysty policzek. Na ucieczkę było już jednak za późno; zamek zapadł się w sobie, kobieta została wciągnięta do środka i wkrótce znów było tak cicho, jak przedtem.
[Przekazał uczeń Gerlach z Białośliwia.]
3. Kamień pod Łobżenicą [Lobsens]
Po prawej stronie drogi prowadzącej ze Złotowa do Łobżenicy, około pół mili przed Łobżenicą, leży wielki kamień. Opowiadają, że przed wielu laty pewien dziedzic był tam na polowaniu. Chciał przeskoczyć konno przez rów, który się tam znajdował, lecz koń nie chciał skoczyć. Wtedy pan wpadł w gniew i rzekł: „Bodajbyś w kamień się obrócił!”. I tak też się stało: koń i jeździec natychmiast zamienili się w kamień. Próbowano już kamień ten rozbić, lecz wszelkie wysiłki były daremne i kamień po dziś dzień leży w tym samym miejscu.
[Przekazał uczeń Sieg z Rogoźna.]
4. Kamień w Strzelewie[Strelau]
W starym kościele we wsi Strzelewo znajdował się obraz Najświętszej Marii Panny. Gdy świątynia spłonęła, obraz ten miał wylecieć z kościoła, podczas gdy sama Matka Boża, dumnie wyprostowana, wyszła przez drzwi; jeszcze później pokazywano kamień z odciskiem stopy, który miała wtedy zostawić.
[Przekazał uczeń Dams z Gniezna.]
5. Wielki kamień pod Pruchnowem [Pruchnowo]
Niedaleko Pruchnowa na otwartym polu spoczywa skalny kolos, który ma około 15 stóp wysokości, 22 stopy długości i 12 stóp szerokości. Widziany z oddali przypomina wielki stos kamieni. Jego dolna powierzchnia, częściowo odsłonięta, wydaje się gładka niczym polerowana; w wielu miejscach ludzka ręka odłupała kawałki głazu. Po zachodniej stronie znajduje się polski napis, który po niemiecku brzmi: „Ku pamięci mojej matki Antoniny z Barczyńskich, hrabiny Skórzewskiej. Heliodor hrabia Skórzewski. Roku Pańskiego 1827”.
Legenda mówi o tym kamieniu, co następuje: W tym miejscu w zamierzchłych czasach stała karczma. Było to w niedzielę wczesnym latem. Podczas gdy wielu pobożnych mijało karczmę, śpiesząc do kościoła, kilku bezbożnych parobków siedziało w otwartych drzwiach, prowadząc niechrześcijańskie rozmowy i szydząc z przechodniów. W czasie nabożeństwa pili i potężnie hałasowali, złorzecząc i przeklinając niczym poganie. W międzyczasie nadciągnęła silna burza. Gdy podczas sumy zabrzmiały dzwony na znak przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Pańską, a rozpustni biesiadnicy i tego nie uszanowali, z groźnej chmury wypadł piorun, z przerażającym hukiem uderzył w karczmę i zamienił ją w kamień.
Według innej opowieści, podczas niepogody przechodził tędy ksiądz, niosąc wiatyk ciężko choremu człowiekowi. Prosił, by wpuszczono go na kilka chwil, aż minie nawałnica, lecz bezbożni parobcy odprawili go butnie i drwiąco spod drzwi, tak że musiał w strugach deszczu iść dalej. Wtedy nagle rozległ się straszliwy grzmot; przerażony ksiądz obejrzał się i nie widział już karczmy, lecz ów kamień.
[Przekazał pan profesor dr Hockenbeck z Wągrowca.]
6. Kamień św. Wojciecha pod Wągrowcem [Wongrowitz]
Stary Wągrowiec założono w miejscu, gdzie dawny szlak handlowy prowadził przez Wełnę. Jeszcze przed niewielu laty znajdowano tam pozostałości fundamentów i inne ślady ludzkich siedzib. Dopiero później, gdy klasztor przeniesiono z Łekna do nowego miasta, rozszerzyło się ono bardziej na zachód. Naprzeciw owej przeprawy wznosi się do dziś drewniana kolumna z wizerunkiem świętego Wojciecha, który niepogody długiego czasu zmieniły niemal nie do poznania. Przed kilkoma wiekami miano ją tam wznieść na cześć świętego, który podczas swojej misyjnej podróży do pogańskich Prus miał odpoczywać na kamieniu, widocznym do dziś u stóp kolumny. Jest to potężny głaz, którego górna powierzchnia wystaje z ziemi i wykazuje dwa wgłębienia, rzekomo ślady stóp świętego męża, choć nie mają one najmniejszego podobieństwa do kształtu stopy – jedno jest bowiem okrągłe, a drugie jest małym, podłużnym czworobokiem. Jest bardzo prawdopodobne, że apostoł Prus przechodził ową drogą i przez tę przeprawę.
Według innej opowieści apostoł, odpoczywając na owym kamieniu, miał na nim oprzeć łokieć i od tego miało powstać wgłębienie. W tym zagłębieniu w czasie deszczu zbierała się woda, którą przechodnie się skrapiali, przypisywano jej bowiem moc uzdrawiającą.
[Hockenbeck, Beiträge u. s. w. II, (1880), s. 26 oraz ustnie od tegoż.]
7. Kamień św. Wojciecha pod Budziejewem [Budziejewo]
Około pół mili na południowy wschód od Wągrowca, w nizinie pod Budziejewem, znajduje się wielki kamień, który ma wprawdzie tylko sześć stóp wysokości, za to tym głębiej sięga w ziemię. Żelazny pręt o długości dziesięciu stóp, wbity całkowicie w grunt, wciąż natrafiał na kamień. Jak się zdaje, kamień zapada się coraz głębiej, bo choć po stronie południowo-wschodniej można się nań teraz dość łatwo wspiąć, to dawniej – jak zapewniają starsi ludzie – bez drabiny było to niemożliwe. Według nowszego raportu wystaje on teraz z ziemi tylko na jeden metr, ma około półtora metra szerokości i nieco ponad dwa metry długości. Legenda mówi o tym kamieniu, co następuje:
Na wzniesieniu pod Budziejewem, gdzie dziś stoi kaplica św. Wojciecha, w pradawnych czasach leżał potężny blok skalny. Gdy święty Wojciech szedł do pogańskich Prusów, by głosić im Ewangelię, przechodził także obok tego kamienia i z niego nauczał lud. Polacy przyjęli później z wielkim smutkiem wieść o męczeńskiej śmierci świętego i odtąd darzyli kamień wielką czcią. Postanowiono nawet przenieść go do Gniezna, aby tam zajął godniejsze miejsce. Zbudowano potężne sanie, wtoczono na nie kamień i zaprzężono około 50 koni (według innej opowieści 24 woły), by głaz wywieźć. Lecz ledwo dotarto do niziny, sanie i kamień zatonęły.
Po północno-wschodniej stronie kamienia znajduje się półkolista studzienka, której jeden bok tworzy skała. Legenda głosi, że woda z tej studzienki miała dawniej moc uzdrawiającą i że dzięki jej używaniu chore, a nawet niewidome oczy stawały się zdrowe. Pewnego razu do studni miał też przybyć Żyd, by wypróbować lecznicze działanie wody na swoim ślepym koniu; przez to jednak woda została zbezczeszczona i straciła wszelką moc leczniczą.
Na owym kamieniu niektórzy chcieli też dostrzec zarysy ludzkiej postaci z księgą w ręku. Tak jak ludowe podanie wielokrotnie łączyło z tą okolicą świętego Wojciecha, tak też każe mu chłodzić stopy w pobliskiej rzece Wełnie pod Rudą i z tej skalnej ambony nauczać pogańskich Polaków. W wymienionej kaplicy na obrazie ołtarzowym widać świętego Wojciecha, jak z wysokiego kamienia głosi ludowi Ewangelię; prawą ręką trzyma krzyż, lewą wiosło i pastorał.
[Od tegoż oraz Posener Provinzialblätter z 4 lipca 1880 r.]
b
W Mieścisku opowiadają, że z owego kamienia święty Wojciech głosił Polakom Ewangelię, przy czym miały się na nim odcisnąć jego berło, księga i czapka. Na kamieniu mają być widoczne także cyfry od 1 do 4; napisał je sam święty.
Wierzy się również, że gdy kamień zatonie i zostanie zapomniany przez ludzi, wtedy nadejdzie koniec świata.
[Informacja z Mieściska.]
8. Kamienni Żydzi w Otorowie [Ottorowo]
W Otorowie przy skrzyżowaniu dróg do Krzeszkowic stoją po bokach krucyfiksu dwie kamienne figury, z których jedna ma 3, a druga 2 1/2 stopy wysokości; obie są w pozycji siedzącej. Kamienie te nazywa się kamiennymi Żydami i opowiada, że Bóg zamienił ich w kamień, ponieważ załatwili tam potrzebę naturalną i przez to zanieczyścili krucyfiks.
[Ustnie oraz Kohn i Mehlis, Materiały do prehistorii człowieka w Europie Wschodniej, t. II. s. 197.]
9. Kamień z Chełmna [Chelmno]
Przy wsi Chełmno (powiat szamotulski) znajduje się na wzniesieniu przy szosie do Poznania wielki kamień z odciskiem przypominającym stopę. Miał on zostać tam przyniesiony przez diabła.
[Ustnie.]
10. Wielki kamień pod Chorynią [Choryn]
Na polach wsi Choryń (powiat kościański) leży lub leżał dawniej wielki kamień, z którym wiąże się następująca legenda: Między wsiami Gryżynka i Wonieść leży wielkie jezioro. Niegdyś diabeł nękał właściciela Wonieścia, by ten zapisał mu duszę, a ten w końcu na to przystał, lecz pod warunkiem, że diabeł przez noc zbuduje mu most przez jezioro. Diabeł całą noc nosił kamienie do jeziora i most był już prawie gotowy, brakowało tylko jednego kamienia. Ponieważ jednak diabeł z okolicy zabrał już wszystkie głazy, musiał lecieć dalej, by jeden sprowadzić. Gdy był z nim nad Chorynią, zapiał kogut i diabeł musiał kamień upuścić.
[Przekazał kupiec Grün z Czempinia.]
11. Wielki kamień pod Czempiniem [Czempin]
Na granicy między Czempiniem a Piechaninem leżał jeszcze przed kilkoma laty wielki kamień, wystający nad ziemię mniej więcej tak wysoko, jak dach mniejszej stajni. Jedna strona kamienia była pochyłą płaszczyzną, z drugiej zaś szło się w górę schodkowo, tak że przypominał on dach budynku; pole wokół – o powierzchni około półtora morgi – usiane było większymi i mniejszymi kamieniami. Wieśniacy bali się zbliżać do wielkiego kamienia i dlatego pozostawiali go, jak i mniejsze, nienaruszonym. O kamieniu tym krążyła następująca legenda:
Był on dawniej zamkiem, a jego otoczenie pięknym parkiem; mniejsze kamienie były poddanymi pana na zamku. Pewnego razu do zamku przyszedł żebrak i prosił o nocleg, lecz został poszczuty psami. Żebrak był jednak czarnoksiężnikiem i z zemsty zaklął zamek, tak że zamienił się w kamień i zapadł w ziemię; nad ziemią widać było tylko dach. Także ludzie, którzy pomagali panu na zamku, zostali zamienieni w kamień. Wierzono, że temu, kto zbliży się do kamienia, przydarzy się nieszczęście, a gdy mimo to dzieci wspinały się na głaz, zjeżdżały po jego gładkiej stronie i przy tym rozdzierały ubrania lub nawet rozbijały głowy do krwi, ludzie uznawali to za karę owego czarnoksiężnika. – Obecnie kamienie usunięto, a pole jest uprawiane; wielki kamień został rozbity i dał wiele sążni budulca.
[Od tegoż.]
12. Bezbożny pasterz z Konar [Konary]
We wsi Konary żył niegdyś bezbożny pasterz, który nigdy nie uczęszczał na niedzielne nabożeństwa. Pewien gospodarz, który w niedzielę znów spotkał go z trzodą na polu, próbował nakłonić go, by poszedł z nim do kościoła. Pasterz odrzekł jednak: „Nic sobie nie robię z waszego Boga. Zaraz ci to pokażę”. Wziął chleb, który miał przy sobie w torbie pasterskiej, rzucił go kilka razy na leżący w pobliżu kamień, a potem roztarł na kawałki. Ledwo gospodarz się oddalił, nadciągnęła potężna burza; piorun zabił pasterza, którego ciało natychmiast stwardniało w kamień. We wsi nikt nie domyślał się, co się stało; gdy jednak wieczorem trzoda powróciła do wsi bez pasterza, zaczęto szukać i znaleziono go martwego i skamieniałego na polu. Wezwano miejscowego duchownego; ten odmówił modlitwę nad zmarłym i pokropił go wodą święconą; o zapadnięciu zmroku zwłoki przeniesiono na cmentarz i pochowano. Następnego ranka znaleziono jednak grób otwarty, a ciało leżało znów na polu w miejscu, gdzie piorun zabił pasterza. Powtórzono pogrzeb na cmentarzu jeszcze kilka razy, ale zawsze rano znajdowano zwłoki na polu, gdzie w końcu je pochowano. Co roku jednak w dniu, w którym pasterz został rażony piorunem, jego ciało leży niepochowane na polu.
[Przekazał nauczyciel seminarium Werner z Paradyża.]
13. Kamienie z Ostrowa [Ostrau]
Przed laty w Starym Gostyniu miano budować kościół. Wielu przychodziło i przynosiło dobrowolne dary na budowę – jedni pieniądze, inni drewno lub coś innego. Był tam tylko jeden człowiek, tak biedny, że nie mógł dać nic, ale chodził po okolicy i zbierał u bogatszych współwyznawców pobożne datki na wsparcie budowy, a w najbliższej okolicy Starego Gostynia zbierał nawet kamienie i zanosił je na budowę. Wkrótce jednak ich liczba tak wzrosła, że nie był już w stanie ich wszystkich udźwignąć; sapał pod ciężkim brzemieniem i głęboko go bolało, że nie może już podnieść i zabrać kamieni leżących na drogach i ścieżkach. Lecz oto nagle kamienie jakby ożyły, wszystkie zaczęły toczyć się za nim i podążały, dokądkolwiek szedł. Na swej drodze przybył też do bogatego dziedzica we wsi Ostrów i zwrócił się do niego z prośbą, by pozwolił mu zebrać kamienie leżące na jego polu na budowę kościoła. Lecz właściciel był człowiekiem skąpym i chciwym, nie tylko potraktował go szorstko, ale nawet poszczuł psami. Oburzony tym brutalnym traktowaniem pobożny zbieracz zawołał: „Niechże i te kamienie, które toczą się za mną, będą twoją własnością!”. I tak się stało; cała rzesza przyniesionych kamieni rozproszyła się po polach zatwardziałego dziedzica i do dziś na polach Ostrowa roi się od kamieni, ku wielkiej złości właścicieli i oraczy.
[Przekazał nauczyciel Thilo z Książa.]
14. Kamienie ze Stankowa [Stankowo]
Przy wsi Stankowo pod Gostyniem widać przy jednym wielkim głazie mnóstwo mniejszych kamieni. Pole, na którym leżą, należało dawniej do gospodarza, który posiadał wiele owiec. Służył u niego biedny pastuszek i pasł owce. Gdy pewnego razu dostał od gospodyni suchy chleb, nie chciał go jeść, lecz złorzeczył na panią domu i rzucił chleb owcom, mówiąc: „Jedzcie to wy! Ja nie muszę jeść suchego chleba”. W tej samej chwili został wraz ze swoimi owcami zamieniony w kamienie; największy kamień to pastuszek, mniejsze to owce.
[Przekazał M. v. Chłapowski z Gniezna.]
15. Kamień świętej Jadwigi
Pod Strzelewem [Strzelewo] (powiat bydgoski) na skrzyżowaniu dróg znajduje się wzgórze. Rosną tam drzewa, u których korzeni wystaje kamień. Widać na nim wyraźnie dwie odciśnięte stopy, przy czym jedna jest odciśnięta w całości, zaś z drugiej widać tylko palce. Miała to sprawić święta Jadwiga.
[Od tegoż.]
16. Kamień świętej Jadwigi w Bułakowie nad Radęcą [Bułakow an der Radenz]
W miejscu pod Bułakowem, gdzie dawniej stał las, leży kamień, na dwie łokcie szeroki i półtorej łokcia wysoki, z wgłębieniem, w którym – dopóki kamień był otoczony drzewami – nawet podczas największej suszy utrzymywała się woda. Ludowe podanie głosi, że święta Jadwiga wędrowała z dworką przez ten las, by współuczestniczyć w pogrzebie świętego Wojciecha w Gnieźnie. W tym miejscu usłyszała jednak bicie dzwonów i rzekła do dworki, że jest już za późno, gdyż pogrzeb właśnie się odbywa. Wtedy uklękła na tym kamieniu, opierając się na kosturze, wypiła wodę z wgłębienia w kamieniu i modliła się. Pewne ślady mają oznaczać miejsce, gdzie święta położyła na kamieniu rękę i kostur.
[E. Kierski, Obwód Borecki.]
17. Kamień Wojciechowy w Strzelnie [Strelno]
Na dziedzińcu klasztornym w Strzelnie, obok posągu Madonny, widać trzy kamienie polne o niezwykłej wielkości. Na jednym z nich widać wgłębienie podobne do wyjeżdżonej koleiny wozu. Według ludowej sagi znak ten został wyciśnięty w kamieniu przy następującej okazji: Biskupowi Wojciechowi, podczas jego podróży z Gniezna ku pruskiemu wybrzeżu przez strzeleńskie pola, koło wozu miało najechać na wystającą skałę, przez co niezgrabny woźnica spadł i zabił się na miejscu. W takim niebezpieczeństwie biskup zaczął się modlić i sprawił nie tylko, że koło wozu wcięło się głęboko w kamień jak w miękką ziemię, przez co przywrócona została równowaga, ale także martwy woźnica został przywrócony do życia.
Później kamień oznaczony cudownym śladem koleiny, wraz z dwoma leżącymi obok, został przeniesiony na miejsce, w którym znajduje się do dziś. Okoliczni wieśniacy przypisują mu moc leczniczą, drapią go nożami i innymi żelaznymi narzędziami, zbierają starannie starte drobiny i piją je zmieszane z wódką jako środek przeciw febrze (trzeciaczce).
[Reiche, Przeszłość Prus, t. IV. s. 212.]
18. Leniwa służebna w Strzelnie [Strelno]
W Strzelnie żyła przed czasy straszliwie leniwa służebna. Gdy pani domu ją gdzieś posyłała, można było mieć pewność, że przez pierwsze godziny nie wróci. Pewnego dnia poszła z wiadrami do pobliskiego źródła po wodę i starym zwyczajem długo nie wracała. Wtedy zniecierpliwiona pani zawołała: „Bodajby skamieniała!”. Mijają godziny, a dziewczyna nie wraca, aż w końcu kobieta zdecydowała się sama pójść do źródła, by jej szukać. Lecz jakże wielkie było jej zdumienie, gdy znalazła dziewczynę i wiadra zamienione w kamień. I po dziś dzień niedaleko miasta, we wsi Młyny, pokazuje się wielki blok kamienny, który z oddali rzeczywiście ma pewne podobieństwo do postaci, którą ma przedstawiać.
[Wójcicki, Klechdy, przełożył Lewestam, s. 163.]
19. Kamień pod Dębowem [Demblowo]
Przy drodze prowadzącej ze Sławna do Dębowa (powiat gnieźnieński) stoi kamień, o którym opowiada się, co następuje: Niegdyś pewien gospodarz z Dębowa chciał ten kamień przewieźć do swojej zagrody, by użyć go przy budowie. Lecz kamienia mimo wszelkich starań nie można było ruszyć z miejsca. Rozgniewany tym gospodarz oznajmił, że musi go mieć, choćby miał za to zapisać duszę diabłu. Ledwo to powiedział, przed nim stanął diabeł i zaoferował, że dostarczy kamień. Gospodarz najpierw bardzo się przestraszył, lecz w końcu zapisał diabłu duszę pod warunkiem, że ten wniesie mu kamień na podwórze. Gospodarz opowiedział o tym wieczorem żonie; ta postanowiła ratować duszę męża i dlatego wyszła naprzeciw diabłu, śpiewając i modląc się. Gdy ten o wyznaczonej porze nadleciał z kamieniem przez powietrze i usłyszał pobożne pieśni i modlitwy, zawrócił i przeklinając, rzucił głaz na ziemię.
Późniejsi właściciele Dębowa często sprowadzali kamień na swoje podwórze, lecz działo się wtedy tyle nieszczęść, że odnosili go z powrotem na miejsce, gdzie rzucił go diabeł. Odcisk łańcucha, którym diabeł opasał kamień, jest widoczny do dziś.
[Ze Zdziechowy pod Gnieznem.]
20. Kamień pod Padniewem [Padniewo]
W lesie należącym do Padniewa, niedaleko jeziora w dolinie, leży dość znaczny blok skalny, z którym wiąże się następująca legenda: Na wzgórzu w lesie stał niegdyś wielki, piękny zamek, w którym mieszkał bardzo zły książę. Miał on dwie córki. Raz starsza z nich poszła do lasu i znalazła tam chorego starca, który prosił, by zaprowadziła go do zamku. Uczyniła to. Następnego dnia starzec opuszczał zamek i dał królewnie na pożegnanie cudowne pióro, nakazując jej jednocześnie, by dobrze je strzegła, gdyż z piórem wiąże się los jej ojca i całego domu; nikomu też nie miała o tym mówić. Przez dłuższy czas dziewczyna troskliwie przechowywała pióro, aż pewnego dnia ojciec je dostrzegł. Zapytał córkę, skąd je ma, a ta po długim oporze opowiedziała wszystko. Książę zaśmiał się z tego i rzekł, że chce zobaczyć, czy to prawda, co powiedział starzec; wziął pióro i wrzucił je do ognia. Lecz w tej samej chwili rozległ się potężny huk: cały zamek wraz z mieszkańcami nagle zapadł się i został zamieniony w wielki kamień. Królewna zaś ma spać w grocie, aż przyjdzie ktoś, kto ją wybawi.
[Przekazał uczeń od Drojeci z Padniewa.]
21. Stos kamieni pod Orchowem [Orchowo]
Na granicy między Orchowem a Słaboszewem w powiecie mogileńskim znajduje się stos kamieni, o którym opowiada się, co następuje: Pewnego razu syn chłopski dostał od ojca lanie i chcąc się za to zemścić, pobiegł do owego stosu i lżył swego ojca. Nagle kamienie rozsunęły się i chłopiec zapadł się pod nie. Zaniepokojony ojciec przybiegł na miejsce, lecz nie mógł już odnaleźć syna. Z rozpaczy odebrał sobie tam życie, lecz w tej samej chwili zniknął w ten sam sposób co syn. Do dziś ma być słychać w każdy piątek o północy jęki i stękania w stosie kamieni, a z wnętrza mają wybuchać języki ognia; każdy zaś, kto o tej porze zbliży się do tego miejsca, zostaje również zasypany przez kamienie. Stos należy do pewnego gospodarza. Chciano go uprzątnąć, lecz gospodarz na to nie pozwolił, gdyż sądził, że sprowadziłoby to nieszczęście na jego dom.
[Przekazał M. v. Zakrzewski z Gniezna.]
22. Kamień pod Jarocinem [Jarotschin]
W lasku, około półtora kilometra od Jarocina, znajduje się kamień o dość znacznej wielkości, który wykazuje pewne podobieństwo do okaleczonego konia. Opowiadają, że to skamieniały rycerz ze swoim koniem.
[Przekazane z Kruszwicy.]
23. Wędrujące kamienie
Pod Gdańskiem znajduje się gdzieś w pobliżu morza stos wielkich kamieni. Pewnego razu parobek w wigilię Bożego Narodzenia o północy poszedł do obory i usłyszał, jak krowy mówiły: „Niedaleko morza znajduje się stos wielkich kamieni, pod którymi ukryty jest wielki skarb. W noc noworoczną kamienie idą do morza pić i w tym czasie można wydobyć skarby. Kto jednak chce je zdobyć, musi bardzo uważać, by kamienie, które wracają z wielką szybkością, go nie zmiażdżyły; a kto tam idzie, musi wziąć kawałek poświęconej kredy i na jednym kamieniu nakreślić krzyż”.
W noc noworoczną parobek stawił się przy owym stosie. Wziął ze sobą poświęconą kredę i zrobił nią krzyż na największym z kamieni. Gdy wybiła dwunasta, usłyszał nagle szum i kamienie potoczyły się do morza, by pić. Szybko pobiegł parobek i zabrał skarb, który rzeczywiście był tam ukryty. Lecz już kamienie wracały i zostałby zmiażdżony, gdyby kamień, na którym zrobił krzyż, nie zatrzymał się i przez to nie powstrzymał pozostałych.
[Przekazał M. v. Zakrzewski z Gniezna.]