Głaz koło Leosi "Diabelski kamień" vel "Kamień św. Wojciecha"

Dzisiaj przedstawiam crème de la crème kujawsko-pomorskich
kamieni. Wspaniały głaz narzutowy, świadek historii i centrum
ważnych wątków naszej tradycji.
Rozpocznę cytując w całości artykuł z przedwojennej prasy:
Artykuł pochodzi ze „Słowa Pomorskiego” nr 44 z 1939 roku
umieszczonego tutaj:
„Legendarny głaz w Leosi. Leosia – tak nazywa się najbliższa
stacja dojazdowa do Elektrowni Krajowej w Gródku, pow. świeckiego.
Zaborca dał jej nazwę Teufelstein czyli Kamień Diabelski. Nazwę tę
wzięto od olbrzymiego w lesie położonego granitu, którego nie
pomija żaden zwiedzający elektrownię turysta. Jest to bowiem
największy i zwiedzenia godny głaz polodowcowy na Pomorzu. Obwód
tego kolosa wynosi 25 m, a wysokość na powierzchni ponad 5 m.
Mieszkańcy okoliczni twierdzą, że za czasów pogańskich granit ten
służył jako ołtarz na którym kapłani składali bożkom ofiary –
niekiedy w ludziach. Toteż starzy Borowiacy z lękiem przechodzą
obok niego, a najchętniej omijają go. Utrwaliło się mianowicie
wierzenie, że w porze jesiennej, gdy wichry szumią poprzez puszczę
leśną, nie wolno pod groźbą przygody – przebywać od godz. 12 -3 w
nocy w pobliżu kamienia >>diabelskiego<<.

Inna legenda głosi, że św. Wojciech podczas swej misyjnej
wyprawy do pogańskich Prusów zatrzymał się w Leosi. Wtajemniczony w
obrządki religijne pogan, postanowił złożyć na głazie na intencję
ich nawrócenia ofiarę Mszy św. Poganie przerazili się, przekonani,
że śmiałka nie ominie zemsta bogów za sprofanowanie świętego
miejsca. Widząc jednak, że apostołowi nic złego się nie stało,
porzucili bożków i przyjęli masowo chrzest św.
Inne podanie mówi o okolicznościach w jakich głaz dostał się w
obecne miejsce. Sprawcą był diabeł Boruta, który – nie wiadomo z
jakich powodów – nie w najlepszych stosunkach żyła z Borowiakami, w
szczególności z mieszkańcami okolicy Gródka, położonego nad Wdą
(Czarną Wodą). Chcąc spłatać im figla, Boruta przywlókł ów głaz z
dalekiej krainy Północy i poniósł go kierunku Wdy, zamierzając go
wrzucić do rzeki i wywołać powódź. Już Boruta znajdował się blisko
celu, gdy była to trzecia godzina nad ranem – zapiał kur. A że na
pierwszy zew koguta złe duchy winny opuścić ziemię, klnąc i
złorzecząc, Boruta porzucił olbrzymi głaz kilkaset kroków przed
Wdą, znikając jak nie pyszny w podziemiach dziewiczego lasu.
Pogańskie czasu przypominają nazwy miejscowości jak Święte, Biała,
Belno, tudzież Czartawice, Czarna Woda itd. Pochodzą one z tych
czasów, kiedy to w Białej, Bielnie i w tajemniczych gajach nad
>>Świętymi<< jeziorami uprawiano kult boga białego, a
na odwrót na lesistych wzgórzach >>Diabelcach<< pod
Czartowicami oraz w uroczyskach nad Czarną Wodą, gdzie leży Leosia
z opisanym kamieniem >>diabelskim<< – kult boga
czarnego.
Około 1910 roku niemieccy zwolennicy Bismarcka w Świeciu w uznaniu
>>jego zasług<< postanowili wystawić >>żelaznemu
kanclerzowi<< granitowy pomnik. Ich zdaniem nadawał się na
powyższy cel specjalnie ów głaz pod Leosią. Projekt ten nie
doczekał się jednak realizacji, ponieważ przekonano się
ostatecznie, że łatwiej dostać się wielbicielom >>żelaznego
kanclerza<< do Leosi, aniżeli granitowy kamień
przetransportować do Świecia. Pozostaje więc on do dnia
dzisiejszego tam, gdzie go Boruta porzucił. K.O.„
Do powyższego artykułu dołączone było mało wyraźne zdjęcie, które
jednak stało się dla mnie asumptem do daleko idących
spekulacji:

Porównując to niewyraźne zdjęcie z tymi współczesnymi, w oczy rzucają się od razu dwie rzeczy: pierwsza: kamień znajdował się na rozległej polanie nad którą górował (może wrzosowisku) – dzisiaj znajduje się w lesie na klaustrofobicznej polanie; druga: na prawo od siedzącej na kamieniu postaci, w głębi, widać sporych rozmiarów złom kamienia. -Nie jest to dalszy fragment obecnie znajdującego się na polanie głazu później odłupany, gdyż wymiary obecne głazu są zgodne z tymi podanymi historycznie – zatem tam w tle leży odrębny spory głaz. I teraz sobie trochę pofantazjuję i stwierdzę, że jest to zniszczona pozostałość po posągu słowiańskiego bóstwa, które pierwotnie było ustawione na „diabelskim kamieniu”. Przesłanki? Są przesłanki 🙂 Wlazłem na głaz i zauważyłem na jego szczycie sztucznie przygotowaną platformę na ustawienie czegoś (jest z grubsza prostokątny podest)

A dlaczego uważam, że tam rzeczywiście coś stało a nie dopiero miało stanąć – na przykład ten wzmiankowany wyżej pomnik Bismarcka? Otóż uważam, że stało tam coś ciężkiego, bo jest ślad, że coś stamtąd spadło i to spadło dokładnie na tę stronę gdzie na gazetowej fotografii leży. Świadczy o tym szczelina na górze kamienia, która mogła powstać, gdy „kamienny posąg” uderzył z impetem w występ po prawej stronie domniemanego prostokątnego splanowania szczytu kamienia.

Czy możliwe, że „posąg bóstwa” mógł zostać nie rozpoznany i
usunięty z polany jako zbędny? Z łatwością! Zapewne po obaleniu
jeszcze w czasach krzewienia chrześcijaństwa stał się on obiektem
agresji misjonarzy i nowo nawróconych i mógł stracić swoją
„człowiekokształtną” postać. I wcale nie jest też wykluczone, że
nigdy nie miał antropomorficznego wyglądu – był jedynie
abstrakcyjnym symbolem sił nadnaturalnych.
Oczywiście, nie za bardzo upieram się przy swoim pomyśle. Jest
sympatyczny ale może jeszcze coś uda mi się ustalić na temat
kamienia, co rzuci nowe światło na całe zagadnienie.
Jak ktoś szuka, to czasami znajduje... Natrafiłem na zbiorek Romana Apolinarego Reglińskiego "Legendy Borów Tucholskich" wydanie II Gdynia 2006. Tam na stronie 78 autor wzmiankuje, że: " W jego pobliżu [pobliżu Diabelskiego kamienia] miał się rzekomo znajdować dawniej drugi wielki kamień, który przerobiono na walec szosowy." Jeśli to prawda, to wyciągam z tego dwa wnioski; Pierwszy, że kamień nie był tutaj tak samotny jak obecnie i drugi, nieistniejący dzisiaj kamień musiał mieć kształt zbliżony do walca skoro przetworzono go w walec drogowy. Przy odgrobinie szczęścia dałoby się nawet ustalić, gdzie brakujący głaz się znajdował. Wystarczy się rozejrzeć za miejscem gdzie go wstępnie obrobiono, bo najłatwiej było to zrobić na miejscu.
Opis:
- Położenie: województwo kujawsko-pomorskie; powiat świecki; gminy:
Drzycim (gmina wiejska); Przy drodze Drzycim – Bedlenki w oddziale
288a leśnictwa Gródek obręb Laskowice
- Współrzędne GPS: 53°29'7.0"N 18°23'51.6"E
- Metryczka w CRFOP
Na koniec dodam ciekawostkę: Bydgoszczanie do diabelskiego kamienia jeździli też przed wojną – fotka ogłoszenia z bydgoskiej prasy przedwojennej:

W małej pracy Adama Wodziczko: Zabytki przyrody na Pomorzu,
Okręgowy Komitet Ochrony Przyrody na Wielkopolskę i Pomorze
Toruń-Poznań 1929, znalazłem poniższe zdjęcie o kilkanaście lat
wcześniejsze od przedstawionego:
Widać tutaj dookoła „porządny” stary las, który został widać
później wycięty a teren na nowo zadrzewiony. Niestety nie widać
tutaj tej interesującej dla mnie strony ale będę szukał.

